Zderzenie z własnymi celami – Irlandia


Jest grudzień. Tuż po świętach Bożego Narodzenia razem z dziewczyną lecimy do Irlandii. Cel nie jest bliżej określony. Odwiedzamy rodzinę i przy okazji chcemy zwiedzić trochę kraju. Między 27 grudnia a 5 stycznia Nowego Roku powoli dochodzi do mnie, że świat nie kończy się na Polsce. W głowie tlą się pewne pomysły co do tego jak poukładać sobie życie i dochodzę do wniosku, że Irlandzkie piwo jest bardzo dobre. Frytki z octem to smaczne połączenie. Kierownica po prawej stronie w samochodzie zdaje się tak samo „normalna” jak ta po lewej, a Polaków na Zielonej Wyspie nie sposób nie zauważyć.

Tak, myślę że zmiana miejsca pracy, studiów i zamieszkania, czyli krótko mówiąc życia, może mieć dobry wpływ na jego jakość. Nie będę zagłębiał się w kwestie ściśle związane z obiektywnymi kwestiami dotyczącymi polityki, kosztami utrzymania i sam nie wiem czym jeszcze. Za dużo jest spraw ważnych. Subiektywnie oceniam, że da się tutaj żyć. Co lepsze da się podnieść ten standard życia nie licząc na większe pieniądze ale na większe perspektywy. Resztę pozostawiam ocenom ekspertów. Ja za takiego się nie uważam.

Trawa. Irlandia to zielona wyspa. Ja odwiedziłem ją w sezonie zimowym i tylko raz, przez kilka może godzin zobaczyłem, jak jej skrawek pokrył się białym puchem. Niedługo później, śnieg zamienił się w wodę. Wilgoć zdecydowanie zasila trawiaste pastwiska i wszędobylskie, zielone, wijące się wokół słupów i drzew bluszczo-podobne rośliny. Trawa jest tu tak gęsta, że tworzy swego rodzaju miękką i mięsistą kołdrę.

Klify. Odwiedziłem klify Old Head i półwysep Dingle. Słone wody oceanu, napędzane wiatrem i prądami rozbijały się o malownicze postrzępione brzegi. Widok nie do opisania. Nad samym urwiskiem wiatr zwalał z nóg i blokował oddech. Powykręcane w serpentyny drogi były niczym woda na młyn mojej motocyklowej wyobraźni.

Sery i masło. Lubię jedzenie. Szczególnie jeśli dobrze smakuje. Nie dziwię się, że Irlandia jest jednym z największych producentów masła na świecie. To nie przypadek, że nadzwyczaj dobrze smakowały mi tutejsze sery w przeróżnych odmianach. Widocznie tej „zielonej pierzyny” wystarczy dla każdej krowy i irlandzkiej owieczki dzięki czemu sery, masło czy mięso smakują tak dobrze.

Duży Cis. Muckross Abbey w Parku narodowym Killarney nie wyglądał na opuszczony kiedy go odwiedziłem. Opactwo wzniesione w 1448 roku przyciągnęło moją uwagę ze względu na rosnące tam potężne cisy. Cis utożsamiam jako mój rodowy pomnik. Przed moim domem od lat rozrasta się to szlachetne drzewo. Gdy odwiedziłem Muckross było już dobrze po zmroku, około godziny osiemnastej. Wiał silny wiatr. Zabytkowe ruiny oraz prowadząca do nich droga nie były oświetlone. Dookoła słychać było stary las, który przywoływał na myśl koszmary i ich upiory. Dodatkowo tuż przy opactwie położony jest cmentarz. Zwiedzanie takiego miejsca, przy takiej mrocznej aurze było wyzwanie godnym pogromców duchów. Jeden z potężnych Cisów uwieczniłem na zdjęciach i tym samym spełniłem swój rodowy obowiązek.

Farmer Market. Odwiedziliśmy Mahon Point Farmers Market. Można tu kupić przeróżne wytwory domowej roboty. O tej porze roku straganów z pewnością jest niewiele ale i tak można znaleźć pyszne rzeczy. Sery, czekolady, kanapki z grillowaną wołowiną i świetnym sosem grzybowym, a nawet kuchnię etiopską. Nie można pominąć też stoisk z aromatyczną kawą i czekoladą do picia. Są też owoce i warzywa. Otwarte w czwartki od 10:00 do 15:00. Więcej na www.mahonpointfarmersmarket.com. Polecam!!!

Zdjęcia:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s